Archwium > Numer 374 (10/2004) > Katecheta i uczniowie > Miałem kilku katechetów...

Miałem kilku katechetów...

Prawie niczego się nie nauczyłam

Katecheza w szkołach nie jest obowiązkowa, ale z moich obserwacji wynika, że prawie wszyscy rodzice posyłają swoje dzieci w podstawówce na religię, żeby mogły w drugiej klasie bez problemów przystąpić do pierwszej komunii. Sami często nie chodzą do kościoła, nie dają dzieciom żadnego przykładu. Trudno się dziwić, że te nie uważają na lekcjach, nie wiedzą, jak się zachować w kościele czy w stosunku do katechety. Problemu nie było przed rokiem 1990, kiedy katechizacja odbywała się przy parafiach. Brały w niej udział dzieci, których rodzicom naprawdę na tym zależało. Nic nie zastąpi wychowania i nauki rodziców, przykładu, który oni dają.

Nic nie może jednak usprawiedliwić kiepskiego poziomu katechezy w szkołach. Nauczyciele w większości są słabo wykształceni. Ukończyli teologię, ale nie wiedzą, jak prowadzić lekcję. Zdaje się, że nie pamiętają nic ze swoich studiów. Moi nauczyciele bali się pytań, co sprawiało wrażenie, jakby nasza wiara była tak niekonkretna i niepewna siebie, że każde pytanie jest w stanie zburzyć cały system. Potrzebne są osoby kompetentne, które potrafiłyby zbudować swój autorytet i miały pomysł, jak dotrzeć do uczniów. To jest trochę paradoks, ale panuje opinia, że osoba świecka mało wie o Bogu, za to konsekrowani mało wiedzą o życiu, więc tak naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby dobrze uczyć katechezy.

Program katechezy jest nieciekawy, mały nacisk kładzie na Pismo Święte i Katechizm Kościoła Katoli (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Pobożne pogadanki

okladka

Modlitwa komandosa

okladka

okladka


komentarze



Facebook