Archwium > Numer 354 (02/2003) > Szukającym drogi > Trudne relacje z teściami

Trudne relacje z teściami

Jestem mężatką z rocznym stażem. Zawsze byłam bardzo blisko ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Kiedy zamieszkałam z mężem u teściów, miałam nadzieję, że staną się dla mnie bliską rodziną. Niestety, mimo starań wciąż słyszę, że nie szanujemy z mężem wartości rodzinnych, że on się zmienił na gorsze itd. Dzieje się tak dlatego, że niektóre rzeczy robimy inaczej, niż były od lat ustanowione w tej rodzinie (np. daję mężowi prezent na urodziny zaraz po przebudzeniu, a nie przy wszystkich, nie konsultuję wyboru prezentów z całą rodziną — to ostatnie zdarzenia). Pozornie to są drobiazgi, ale z ich powodu atmosfera robi się bardzo ciężka. Chociaż mój mąż uważa, że jego rodzice nie mogą tak ingerować w nasze sprawy, to nie chcę, aby wysłuchiwał zarzutów, że nie szanuje tradycji rodzinnej, że występuje przeciwko rodzinie itd. Ostatnim oskarżeniem pod naszym adresem było zdanie, że nie szanujemy Biblii, bo tam jest napisane „czcij ojca swego i matkę swoją”.

Proszę o podanie mi kilku fragmentów z Pisma Świętego, w których jest mowa o szanowaniu dzieci, o tym, że mają one swoje własne życie (np. „opuści człowiek ojca swego i matkę”).

 

Te słowa, że „opuści człowiek ojca i matkę” powtarza Pismo Święte aż cztery razy (Rdz 2,24; Mt 19,5n; Mk 10,6–9; Ef 5,28–31). Jednak zdecydowanie radzę nie używać ich w sporach z teściami. Popełniłaby Pani ten sam błąd, co oni, kiedy przywołali przeciwko Wam słowa przykazania „Czcij ojca swego i matkę swoją”. W słowo Boże powinniśmy się wsłuchiwać i czynić je własnym. Unikajmy przetwarzania go w pociski pomagające nam zwyciężyć w sporach rodzinnych.

Zacznę od przestrogi, żeby Pani w tej trudnej dla siebie sytuacji nie zaczęła ranić męża. Błąd ten nieraz popełniają kobiety, którym źle się układa z teściami. Mąż — dzięki Bogu — jest jednoznacznie Pani sojusznikiem w obliczu różnych nieuzasadnionych oczekiwań, wymówek i pretensji. Tym bardziej musi się Pani pilnować, żeby nie oceniać przy nim negatywnie jego rodziców czy nawet całej jego rodziny.

Czyjeś złe postępowanie upoważnia nas do nazwania rzeczy po imieniu (tzn. do stwierdzenia, że tak nie powinno się postępować), nie upoważnia nas jednak do pejoratywnej oceny człowieka. Są to rodzice Pani męża — osoby, którym on zawdzięcza życie, ale również wiele z tych wspaniałych zalet, które skłoniły Panią do wyjścia za niego. Jest on ze swoimi rodzicami bardzo głęboko związany — również w tych momentach, kiedy szczerze oburza go ich wtrącanie się w Wasze małżeństwo. Toteż niech Pani nie zdarza się mówić (ani nawet myśleć) o nich jako o ludziach okropnych, głupich, zaborczych itp. Nie tylko nie miałaby Pani racji, ale podkładałaby w ten sposób minę pod własne małżeństwo. Nie może Pani oczekiwać od męża, że nie będzie go raniło takie mówienie o jego rodzicach, jakby byli ludźmi z piekła rodem. Okropny, głupi, zaborczy może być ich postępek lub nawyk. Rodzice Pani męża z całą pewnością są ludźmi zasługującymi na szacunek.

Radziłbym też wyciągnąć wnioski z tej okoliczności, że teściowie wtrącają się do drobiazgów i że to właśnie drobiazgi składają się na atmosferę, w której trudno wytrzymać. Wasze prawo do kształtowania wspólnie z mężem tożsamości swojego małżeństwa jest poza dyskusją i wszędzie tam, gdzie cudze wtrącanie się dotyczy rzeczy naprawdę ważnych, swojego „duchowego terytorium” powinniście bronić z całą stanowczością.

Drobiazgi jednak wymagają swoistej taktyki. Do wróbla wyjadającego nam pszenicę nie strzela się z armaty — i to nie tylko dlatego, że szkoda kuli, również dlatego, że więcej się wtedy zniszczy, niż obroni. Jest tysiąc sposobów na rozładowanie, a nawet wykorzystanie ku dobremu drobnych agresji czy niezręczności. Na uwagę, że prezenty powinno się dawać przy całej rodzinie, można np. z rozbrajającą naiwnością powiedzieć, że obdarzenie męża w słodkim sam na sam też ma swoje dobre strony albo że jest Pani dopiero w trakcie szukania najlepszej metody dawania prezentów.

Podobnie na uwagę, że mąż zmienił się na gorsze, można zareagować dobrotliwym komentarzem, pełną wdzięku uwagą, a nawet żartem, byleby bez nerwów czy złośliwości. „Bo dziecka nie może się doczekać” — może Pani na taką uwagę odpowiedzieć — albo: „właśnie, przed ślubem i dla mnie był znacznie lepszy”, „musimy nad nim popracować”, „ale od wczoraj już zaczął się zmieniać na lepsze” — i na przykład opowiedzieć miłą historyjkę z dnia poprzedniego.

Oczywiście, musi tu Pani wypracować własny styl, koniecznie taki, który teściów nie będzie drażnił. Wówczas nawet jeżeli czasem zdarzy się Pani w jakiejś sytuacji zareagować niezręcznie, szkoda będzie z tego na pewno mniejsza, niż gdyby miała być Pani w obecności teściów spięta czy daremnie usuwać niechęć z swojej twarzy.

Spróbujmy skomentować fakt niezliczonych dowcipów o złych teściowych. To tylko pozorne odejście od tematu, w rzeczywistości wskazuje na ważny fakt — ogromna większość tych kobiet żyje w najlepszej zgodzie ze swymi zięciami i synowymi. Jak zatem wytłumaczyć fenomen takich dowcipów?

Otóż wydaje się, że dowcipy o złej teściowej są dla ludzi dorosłych odpowiednikiem bajek o złej macosze dla dzieci. Prawdziwe macochy zazwyczaj kochają dzieci męża nie mniej niż własne. Wdowa po Romualdzie Traugutcie, która jak lwica walczyła o to, żeby pozostawiono przy niej dzieci męża i nie oddano ich do carskiej ochronki dla sierot, jest jedną z tych wielu wspaniałych kobiet, które zastępując rodzoną matkę, zdobywały się nawet na heroizm.

Dlaczego zatem dzieci tak chętnie słuchają bajek o złej macosze? Nie zdając sobie z tego sprawy, oczyszczają w ten sposób obraz własnej matki z cienia złej macochy. Jedna tylko Matka Najświętsza była idealną matką. Każda inna, nawet najlepsza, ma w sobie odrobinę złej macochy. Dziecko, kiedy z wielkim przejęciem słucha bajki o sierotce, nad którą pastwi się zła macocha, chwilowo się z tą sierotką utożsamia, aby w końcu z wielką ulgą i radością stwierdzić: „Jak to dobrze, że mam moją kochaną mamusię!”.

U ludzi dorosłych analogiczną funkcję spełniają dowcipy oraz inne opowieści o złej teściowej. To dlatego teściowa jest w nich tak często uśmiercana albo przynajmniej radykalnie z naszej przestrzeni wyrzucana. Podświadomie dokonujemy w ten sposób symbolicznego unieważnienia złego cienia w obrazie naszych rodziców. Jeśli przysłowie powiada, że „teściowa jest zimną matką”, to przecież nie dlatego, żeby tak było zazwyczaj. Przede wszystkim chcemy w ten sposób zanegować chłód, jaki cechował niekiedy również nasze matki.

Jak to ma się do Pani relacji z teściami, które, niestety, są takie, jakie są? Otóż wydaje mi się, że złe relacje z rodzicami męża nieraz układają się na zasadzie samospełniającego się proroctwa. Mechanizm tego zjawiska działa wówczas mniej więcej następująco: od dzieciństwa nasłuchaliśmy się różnych przykrych opowieści o teściowych, toteż trudno się dziwić, że kiedy teściowa pojawia się w naszym życiu, pierwszym odruchem może być skurcz lęku: „Co też może mnie od niej spotkać? Na pewno nic dobrego”.

Lęk zaś jest złym doradcą. To być może z niego bierze się ta sztywność, która zapewne cechuje Pani stosunki z teściami, i to nakładanie w ich obecności grzecznej maski, której nieautentyczność (wbrew najlepszej woli z Pani strony) widać na cztery kilometry. Naprawdę bym nie wykluczał, że to właśnie lęk przed złymi teściami istotnie przyczynia się do tego, że Pani relacje z rodzicami męża układają się nie najlepiej.

Nawet jeżeli Pani w tej chwili bardzo gwałtownie czuje, że nie mam racji, proszę przynajmniej spróbować posłuchać następującej rady: w dobrej godzinie proszę usiąść nad fotografiami męża z czasów jego dzieciństwa i przeglądać je oczyma kochającej żony. Na tych zdjęciach będą się pojawiać również jego rodzice. O tym, że są oni ludźmi ułomnymi, nie trzeba Pani przekonywać. Jednak na tych zdjęciach zobaczy ich Pani również z takiej strony, że poczuje do nich nową sympatię, a kto wie, może nawet ich Pani rozpoznać jako ludzi naprawdę sobie bliskich.

Jeżeli tak się stanie i jeżeli te ziarna sympatii dla swoich teściów będzie Pani w sobie pielęgnować, zacznie się prawdziwa wiosna w Waszych stosunkach rodzinnych. W przyszłości do utrwalenia tej wiosny z pewnością będą się przyczyniały Wasze dzieci, a ich wnukowie.

Co będzie, jeżeli mimo wszystko w relacjach między teściami i synową pozostanie jakiś niedobry cień? Na to pytanie odpowiem dwustopniowo. Po pierwsze, dlaczego z góry przewidywać gorszą alternatywę, skoro bardziej prawdopodobna jest alternatywa optymistyczna? Po wtóre, gdyby mimo różnych wysiłków z Pani strony ów niedobry cień miał jednak pozostać, wówczas trzeba go przyjąć jako swój krzyż, a Pan Jezus na pewno będzie dawał siły do jego dźwigania. Jednak o krzyżu wolno będzie mówić dopiero wtedy, kiedy Pani będzie robiła naprawdę wszystko, żeby stosunki z teściami układały się poprawnie i w przyjaźni.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WOLNOŚĆ SŁOWA I WOLNOŚĆ MÓWIENIA

NIEWIERZĄCY Z NAZARETU

"Nie tyle teoria, ile raczej teorie ewolucji"

Pytanie o moralność samobójstwa heroicznego

RELIGIJNE ZOBOJĘTNIENIE


komentarze



Facebook