PSALMISTA I JEGO BÓG
Zbyt często niektórzy chrześcijanie pokrywają swoją niewiarę w działanie Boga w świecie cienką warstwą "woli Bożej".

FOT. GREY PHOTOGRAPHY/DEMOTIX/CORBIS


My, chrześcijanie, mamy wiele szkół modlitwy, ale pierwszą i najważniejszą pozostaje dla nas Pismo Święte, a zwłaszcza psalmy. Bez nich nie mielibyśmy pewnie ani odwagi, ani wiary, żeby naprawdę zwrócić się do Boga. Zbyt często gramy wyimaginowaną pobożną rolę. Do kościoła trzeba się odpowiednio ubrać, założyć krawat, zrobić makijaż. Nastrój też musi być odświętny. Wreszcie uczucia odpowiednie: spokojne, pełne zadumy. Obawiam się, że i kaznodzieje sugerują podobne warunki wstępne. Przed Bogiem, a więc Kimś Strasznie Ważnym, jest wiele rzeczy, których nie wypada robić. Na przykład nie wypada się gniewać, mieć żal, być obrażonym, smutnym. Buzia w ciup, ręce w małdrzyk, pobożne zadumanie, oko ku sklepieniu. Trzeba się bardzo wysilić, żeby taki nieco pozaświatowy stan uzyskać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chrześcijanin dochodzi wreszcie do przekonania, że nie może czuć tego, co właśnie czuje, i być tym, kim właśnie jest, żeby do Boga się zwrócić.

Żywy, żywy Cię tylko wysławia. (Iz 38,19)

Nic z tej postawy nie znajdziemy w psalmach. Nie ma takiej sytuacji, w której nie można by rozmawiać z Panem. Psalmista woła do Boga dlatego, że chce żyć, a nie dlatego, żeby od czasu do czasu przeżyć „doświadczenie religijne”. Według Starego Testamentu to, że ktoś oddycha i bije mu serce, jest jedynie możliwością życia, ale to za mało, żeby żyć. Można więc być martwym za życia. Jak najbardziej. I my wszyscy czasem tego doświadczamy.

Przylgnęła do prochu moja dusza: Przywróć mi

życie według Twego słowa! (Ps 119,25)

Wołający tu psalmista jest martwy. Tak przynajmniej czuje, więc woła do Boga zza grobu. Nie chodzi jedynie o wyolbrzymienie, jakby na przykład był umierający albo bał się przyszłej śmierci. Pragnie życia, bo to, co teraz ma, nie jest życiem. Według Pisma Świętego żyje ten, kto woła i jest wysłuchany, kto patrzy i jest widziany. Dziś powiedzielibyśmy, że żyje ten, kto jest w relacji ze sobą, ze światem, z drugim człowiekiem, z Bogiem. Jeśli nikt nie odpowiada na moje wołanie, jeśli nikt mnie nie widzi, jestem martwy. Psalmista nie ma złudzeń. My też nie powinniśmy ich mieć.

Do Ciebie, Panie, wołam, Skało moja,

nie bądź wobec mnie głuchy,

bym wobec Twego milczenia nie stał się jak

ci, którzy zstępują do grobu. (Ps 28,1)

Żyję, jeśli jestem w relacji. Żyję i jestem szczęśliwy, ponieważ „Bóg rozjaśnił nade mną swoje oblicze”, bo jest blisko. Psalmista, który miał mniej narzędzi do tego, żeby się oszukiwać, niż my dzisiaj, doświadcza swojego życia jako całości. Żyję, kiedy jestem blisko ludzi, świata i Boga. Jeśli nie, to doświadczam oddalenia, również od Boga, i mówię Mu o tym. Nie zasłaniam się obiektywizowaniem sytuacji, wmawianiem sobie, że nie czuję tego, co czuję.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Łukasz Popko OP - ur. 1978, dominikanin, biblista, wykładowca w EBAF w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Jerozolimie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZAMIESZKANIE

Oddajcie Bogu

WŁADCA ŻYWIOŁÓW

ZASMAKOWAĆ W CZASIE

POSIŁEK


komentarze



Facebook