Archwium > Numer 504 (08/2015) > Oko w oko z samym sobą > ROBIĘ TO, CZEGO NIE CHCĘ

ROBIĘ TO, CZEGO NIE CHCĘ
Przyjemność jest tylko na początku, potem jest już wyłącznie redukcja napięcia, szukanie poczucia bezpieczeństwa w alkoholu, narkotykach, pornografii, hazardzie. I jest straszna samotność.

FOT. WILSON SÁNCHEZ/UNSPLASH.COM


KATARZYNA KOLSKA: Co jest przedtem?

BOŻENĄ MACIEK-HAŚCIŁO: Przedtem jest jakiś brak. Żeby go zobaczyć, trzeba się cofnąć do wczesnego dzieciństwa i przyjrzeć się relacji z najbliższymi osobami, czyli najczęściej z rodzicami. Na ile one były satysfakcjonujące, co sprawiło, że człowiek – najpierw dziecko, a później dorosły – nie miał możliwości nabycia podstawowych zasobów, które pozwalają bezpiecznie funkcjonować w życiu i w relacjach z innymi. I dlaczego wykształcił się mechanizm nałogowych czynności bądź zażywania różnych substancji.

Ma pani na myśli brak miłości, akceptacji, zrozumienia?

Właśnie tak. Do takiego stanu dochodzi, jeśli dziecko jest opuszczane, nadużywane, wykorzystywane, jeśli doświadcza przemocy, nie ma zapewnionego poczucia bezpieczeństwa, oparcia, przewidywalności i wzorca samoukajania. To wszystko sprawia, że w tak zwanej strukturze „ja” dziecka brakuje podstawowej funkcji, jaką jest umiejętność zapewnienia sobie – już jako dorosłej osobie – poczucia bezpieczeństwa, pozytywnej samooceny, umiejętności regulowania emocji.

Ale przecież osoby uzależnione wywodzą się też z rodzin porządnych – takich, które na pierwszy rzut oka są szczęśliwe, świetnie funkcjonują.

Nie bardzo chciałabym myśleć w kategoriach „porządne – nieporządne”.

Wykorzystywanie kojarzy nam się z patologią.

Tak, ale wykorzystywanie nie dotyczy skrajnie rozumianych przypadków, czyli np. wykorzystania seksualnego, ale również wykorzystania emocjonalnego, kiedy rodzice dla podniesienia poczucia własnej wartości używają dziecka do spełniania swoich ambicji i celów, których im nie udało się zrealizować. Potrzeby dziecka i jego możliwości nie są dla nich ważne.

Ale oni na pewno powiedzą, że robią to z miłości do dziecka. Żeby ono zaszło dalej, żeby miało lepiej...

Zwykle tak. Dlatego tak zwana „porządność” nie ma tu wielkiego znaczenia.

Alkohol, narkotyki, pornografia, nałogowe kupowanie są substytutem czegoś?

Moim zdaniem są substytutem więzi i relacji. Paradoks polega na tym, że powszechnie się myśli o alkoholu, narkotykach czy pornografii jako o czymś złym, co niszczy daną osobę. I to prawda. Ale równocześnie można pomyśleć inaczej, że to jest coś dobrego, w czym ten człowiek czuje się bezpiecznie, bo ów stan podniecenia albo substancja, np. alkohol, są przewidywalne – on go pije, chroni się w nim i czuje się bezpiecznie, on stanowi w pewnym momencie jego najważniejszą relację. Narkotyki, seks, alkohol, zakupy stają się substytutem relacji, której ci ludzie nie mają.

Pozorna ucieczka?

Tu nie ma pozorności, tu jest prawdziwe cierpienie i pragnienie znalezienia ukojenia. Większość moich pacjentów jest bardzo samotna, nie ma drugiej osoby i te przeróżne uzależnienia – czy substancje takie jak narkotyki, alkohol, leki, czy czynności, np. zakupoholizm, seks, hazard – z jednej strony służą temu, żeby zaspokoić potrzebę relacji z innym człowiekiem, ale z drugiej strony niszczą, bo ludzie odsuwają się od osób, które popadają w nałóg. Naturalnie najpierw walczą o nie, ale z czasem się poddają. I odchodzą. A samotność tamtego człowieka się pogłębia.

Ktoś pije alkohol, bierze narkotyki, uprawia hazard i ogląda pornografię, bo szuka chwili wytchnienia od tego, czego nie jest w stanie unieść?

Tak, ponieważ nie został nauczony innych sposobów radzenia sobie z emocjami, trudnościami życia. I w ten sposób szuka ukojenia czy też sprawienia sobie przyjemności.

Jeśli w normalnej sytuacji pijemy alkohol, to wiemy, że jest to jeden ze sposobów na zrelaksowanie się, ale wiemy też, że mamy wiele innych możliwości, np. możemy z kimś porozmawiać, posłuchać muzyki, pójść na spacer. Osoby uzależnione nie mają w swojej „bazie” innych sposobów na ten rodzaj ukojenia czy sprawienia sobie przyjemności.

Chociaż uważam, że słowo „przyjemność” w tym przypadku jest raczej ulotnym kryterium.

Przyjemność jest tylko na początku, potem jest już tylko redukcja napięcia, szukanie ulgi, poczucia bezpieczeństwa w obliczu niepokojów i lęku.

Mimo świadomości, że potem będzie moralny albo realny kac?

Tak. Osoba, która ma taki kłopot, mówi: Gdybym się nie napił, to albo bym zwariował, albo bym siebie zabił, albo kogoś zabił. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Bożena Maciek-Haściło - psycholog, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii uzależnień, pracuje w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, kieruje Przychodnią Leczenia Uzależnień i Współuzależnienia w Śremie, prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową z osobami uzależnionymi i ich rodzinami. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Jeszcze mniej niż nic

W dobrych zawodach wystąpiłem...

CHCE MI SIĘ WYĆ

Na skrzydłach aniołów

KLASYCY, JAZZMANI I FOLKOWCY


komentarze



Facebook