Archwium > Numer 506 (10/2015) > Rozmowa w drodze > KTO JEST MOIM BLIŹNIM?

KTO JEST MOIM BLIŹNIM?
Nikt nie wymaga, aby utrzymywać uchodźców do końca życia. Istotne jest, aby pomóc im w znalezieniu mieszkania, pracy, w nauce języka. Zwyczajnie się nimi zaopiekować. To jest nasz ludzki obowiązek.

FOT. CORBIS/PROFIMEDIA


 O kim rozmawiamy – o uchodźcach czy o imigrantach ekonomicznych?

W obecnej sytuacji z pewnością rozmawiamy o uchodźcach, czyli o osobach, które muszą opuścić swój kraj z powodu działań wojennych, prześladowań na tle rasowym, religijnym, narodowym czy społecznym. To wszyscy ci, których życie i bezpieczeństwo są zagrożone. Po stanie wojennym niektórzy z nas także byli uchodźcami, gdyż rodzinom groziła utrata zdrowia lub życia. Polacy byli przyjmowani i dostawali status uchodźcy w różnych krajach. Dzisiaj w sytuacji takiego zagrożenia są Syryjczycy, Erytrejczycy, Libijczycy i Irakijczycy.

Uciekają, żeby przetrwać w Europie i wrócić do siebie za jakiś czas?

To nie do końca prawda, że uciekają jedynie do Europy.

W rzeczywistości większość z nich jest w Libanie – ponad milion w czteromilionowym państwie, w Jordanii i w Turcji. Do Europy, owszem, docierają, ale w zdecydowanie mniejszej liczbie. Mówimy przecież o 200, może 300 tysiącach osób. Oczywiście Europa zapewnia im najlepsze warunki.

W Libanie goszczą najczęściej u swoich rodzin, ale nawet my, gdybyśmy mieli gościć czteroosobową rodzinę przez miesiąc, dwa, przez rok, uważalibyśmy sytuację za trudną. Natomiast obozy dla uchodźców, zwłaszcza te bardzo duże, są źródłem przestępczości i miejscem, w którym bardzo łatwo można stać się ofiarą przemocy. Szczególnie w Jordanii mieszkanie w takim obozie jest czymś strasznym. Dlatego nie dziwi mnie, że ci, których jeszcze na to stać, uciekają ze swoimi dziećmi do „lepszego świata”.

To bardzo ciekawe, że uciekają właśnie do Jordanii, a nie na przykład do Arabii Saudyjskiej, która jest krajem bogatszym, a także bliższym im kulturowo.

Niestety bogate kraje arabskie nie przyjmują uchodźców. Świat na to patrzy, krytykuje, ale jak na razie kraje te pozostają niewzruszone. Obecnie uchodźcy są u bram Europy i to my musimy ten problem rozwiązać, a nie rozważać czy pokazywać palcem, kto ich nie przyjmuje. Po pierwsze należy odsiać imigrantów ekonomicznych od autentycznych uchodźców. Trzeba dokonać selekcji tych, których życie jest zagrożone, od ludzi ubogich. Tę wybraną grupę należy umieścić w bezpiecznym miejscu, zapewnić im dach nad głową. Przynajmniej na czas wojny. Być może dłużej.

No właśnie. To jest pytanie, które wielu ludzi sobie zadaje. Czy oni będą chcieli wrócić do swojego kraju? Nie wszyscy Polacy, którzy opuścili kraj w stanie wojennym, wrócili. Niektórzy wracają. Ci, którzy mają dzieci, często zostają ze względu na ich edukację.

W Syrii od blisko czterech lat dzieci nie mogą chodzić do szkoły. Jednak pytania o powrót tak naprawdę nie powinniśmy sobie dzisiaj zadawać. Nie znamy odpowiedzi. Możemy jedynie zakładać, że jeśli wojna się skończy, to ci ludzie będą chcieli do siebie wrócić. Zostawili tam przecież rodziny, ziemię, domy. Swoją ojczyznę. Jeśli jednak ich pobyt się przedłuży, to pewnie część postanowi zostać, nawet jeżeli coś się w Syrii zmieni. Nie wiemy też, kiedy wojna w Syrii się skończy.

I chyba właśnie z tego powodu niektórzy tak niechętnie patrzą na przyjmowanie uchodźców. Sądzę, że gdyby uchodźcy mieli spędzić w naszym kraju siedem miesięcy czy nawet rok, opór byłby mniejszy niż w obliczu tego, że mogą tu zostać na zawsze.

A jaka jest różnica między siedmioma miesiącami a stałym pobytem?

Taka, że będą chcieli ściągnąć do Polski swoje rodziny, zobaczą, że ich kultura jest inna od naszej i o tym, że się zasymilują, nie ma w ogóle mowy.

A skąd my to wiemy? Skąd wiemy, że tak będzie?

To jest doświadczenie Francji, w której ten podział istnieje. Niewielki procent muzułmanów zasymilował się z kulturą francuską, a niektóre miasta są wielkimi gettami, do których ich mieszkańcy nikogo nie dopuszczają.

To jest sedno problemu. Nie możemy dopuścić do tego, żeby u nas powstawały takie getta. Dlatego apel papieża Franciszka, żeby każda parafia przyjęła jedną rodzinę uchodźców, jest czymś właściwym i odpowiednim. Nawet jeśli na terenie jednej gminy zamieszka kilka rodzin, nie ma mowy o tworzeniu getta. Nie muszą mieszkać blisko siebie, chodzi o to, żeby miały ze sobą kontakt. My naprawdę nie mamy się czego bać, nawet jeżeli ci ludzie tu zostaną. Zwróćmy uwagę, że rozwój bogatych państw, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, wyrósł na pracy imigrantów. Co się dzieje w Polsce? Ludzie dobrze wykształceni wyjeżdżają. A u nas powstaje pewna luka. Mówi się, że jest bezrobocie, ale do niektórych prac bardzo trudno znaleźć chętnych – decydują się na nie najczęściej uchodźcy i imigranci.

I w ludziach pojawia się lęk – że ktoś inny będzie za nich pracować.

Ale dlaczego lęk? My wyjdziemy na tym lepiej. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janina Ochojska - założycielka i szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, posłanka do Parlamentu Europejskiego. Z wykształcenia jest astronomem, w czasie studiów związana była z duszpasterstwem oo. Jezuitów w Toruniu, w 1976 roku zaangażowała się w działalność opozycyjną. Jako sześciomiesięczne niemowlę zachorowała na polio (chorobę Heinego- -Medina), od tego czasu jest osobą niepełnosprawną, porusza się o kulach. Na początku tego roku zdiagnozowano u niej nowotwór piersi. Jest w trakcie leczenia. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

GRYŹĆ PODUCHĘ

ROZMYŚLANIA PRZEDŚWIĄTECZNE

Słabość przekuta w siłę

ROBOTY PO PAcHy

ŻYCIE PO ZDRADZIE ISTNIEJE


komentarze



Facebook