Archwium > Numer 507 (11/2015) > 800-lecie dominikanów > OD GOŁĘBIA POCZTOWEGO DO INTERNETU

OD GOŁĘBIA POCZTOWEGO DO INTERNETU
Przed złożeniem ślubów odczytywano braciom zapis z konstytucji zakonnych, że mamy je zachowywać nie tak, jak tu czy ówdzie zachowują, tylko "sicut litera sonant", czyli jak głosi prawo. Przypominano nam więc, żeby samemu być przykładem.

FOT. DOMINIK FĄFEREK


KATARZYNA KOLSKA, MICHAŁ OSEK OP: Gdyby dzisiaj św. Dominik stanął pośród swoich braci, to…?

…byłby na pewno zadowolony, że jego pragnienie się spełniło i że jego synowie, dominikanie, idą wszędzie, by głosić Ewangelię. Na tym mu przecież zależało, gdy zakładał wspólnotę kaznodziejów. I z pewnością by nas zachęcał, byśmy żyli bardziej ewangelicznie, tak jak apostołowie. W tym mają nam pomagać śluby zakonne: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Mają nam dać wolność wewnętrzną do tego, żeby rzeczywiście poświęcić się dziełu ewangelizacji.

Dlaczego wybrał ojciec właśnie Zakon św. Dominika? Było tyle innych.

Moje powołanie jest bardzo prozaiczne. Urodziłem się w Gidlach i byłem ministrantem u dominikanów. Podobało mi się to, że żyją we wspólnocie i że są tacy otwarci na ludzi. Oczywiście byłem namawiany przez proboszcza, żeby iść do seminarium diecezjalnego, ale jakoś nie widziałem siebie w roli samotnego księdza na parafii. A innych zakonów, może poza franciszkanami, nie znałem. Wybór nie był więc szczególnie trudny.

Do zakonu wstąpiłem po maturze. Miałem 18 lat. Ale wielu moich kolegów wstępowało wtedy po tzw. dziewiątej klasie, czyli mieli 15, 16 lat. W zakonie robili maturę i dalej się kształcili.

Dzieciaki.

Szli do zakonu siłą rozpędu, najczęściej po niższym seminarium duchownym. Dojrzewali w zakonie, wielu odchodziło już w czasie formacji, niektórzy, niestety, już po święceniach. Dziś, żeby wstąpić do dominikanów, trzeba mieć skończone 18 lat. Jeśli ktoś, kto zgłasza się do zakonu, jest w trakcie studiów, zachęcamy, by je ukończył, a potem wstąpił.

Czy zakon, do którego ojciec wstępował tyle lat temu, to ten sam zakon, w którym ojciec teraz żyje?

Niektórzy ojcowie mówią, że ten sam, ale nie taki sam. Co do istoty nic się nie zmieniło: mamy głosić światu Ewangelię w oparciu o naszą kontemplację. I prowadzić takie życie, jak apostołowie z Jezusem Chrystusem, czyli we wspólnocie. Oczywiście, w różny sposób na przestrzeni wieków było to realizowane, w zależności od aktualnej sytuacji Kościoła i świata. Dziś słowa św. Dominika wydają się nadzwyczaj aktualne. Jeśli chodzi o uwarunkowania zewnętrzne, to zakon jest na pewno inny. I nie można się temu dziwić. Świat się zmienia i musimy za nim nadążać.

Czym się różniła codzienność zakonnika 50 lat temu od tego, co jest dzisiaj?

Inny był rytm życia. Nie było wieczornych mszy świętych, wprowadził je dopiero, jeszcze przed soborem, papież Pius XII. Kiedy ja wstąpiłem do zakonu, ostatnią mszę odprawiało się o godzinie 12.30 – to była tak zwana nyguska. Oczywiście obowiązywał wtedy post od północy i nie można było ani jeść, ani pić, więc było to uciążliwe.

Inaczej też wyglądała klauzura. Na przykład nowicjat był całkowicie oddzielony od konwentu zamkniętymi drzwiami. Nowicjat żył swoim rytmem, reszta klasztoru swoim.

W ogóle się nie spotykaliście?

Spotykaliśmy się – na modlitwach i na posiłkach. Był mniejszy kontakt nas, młodych, z ojcami i z braćmi, ale też z ludźmi świeckimi. Byliśmy zamknięci, odseparowani, żeby proces wychowawczy był scalony. Ta niezależność nowicjatu i studentatu istnieje nadal, ale już nie w takim stopniu, jak dawniej.

Myśli ojciec, że takie wyłączenie się ze świata było dobre?

Było i jest konieczne. Formacja jest czasem wyjścia na pustynię i sprawy tego świata trzeba zostawić za bramą klasztoru. Wynika to też z pewnej ostrożności, by młodzi nie gorszyli się zachowaniem tego czy innego starszego zakonnika.

Czemu służy klauzura?

Daje intymność. To jest mieszkanie mojej zakonnej rodziny. W klasztorze jest nas wielu – 20, 30 braci. Gdyby do każdego z nas ktoś przychodził, trudno byłoby zbudować atmosferę spokoju, wyciszenia. A w czasie komunizmu klauzura ratowała nas przed wejściem czynników obcych. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Reguły życia zakonnego były bardziej surowe niż obecnie?

Z pewnością większy nacisk kładziono na tak zwane umartwienia zakonne, czyli na posty. Wstępowałem do zakonu w okresie powojennym, więc jeśli chodzi o wyżywienie, trudno było sobie czegoś odmawiać, bo nic nie mieliśmy. A mimo to staraliśmy się z czegoś rezygnować, choćby z kromki chleba w piątek.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Czesław Paweł Bartnik OP - ur. 1934, dominikanin, do zakonu wstąpił w 1952 roku, przez ponad 30 lat był magistrem nowicjatu, czyli wychowawcą braci wstępujących do zakonu, obecnie jest spowiednikiem sióstr. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Michał Osek OP - ur. 1987, dominikanin. Pochodzi z Katowic, w 2019 r. został wybrany przeorem klasztoru w Gdańsku i proboszczem tamtejszej bazyliki św. Mikołaja. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

PROSZĘ NIE PRZEWRACAĆ ŚWIECZEK

PISANE MAŁĄ LITERĄ

Przez nich świeci światło

CUDOWNA ZWYCZAJNOŚĆ

NIE TYLKO JAZZ


komentarze



Facebook