Archwium > Numer 522 (02/2017) > Orientacje > CUDOWNA ZWYCZAJNOŚĆ

CUDOWNA ZWYCZAJNOŚĆ
Michał Cichy, "Pozwól rzece płynąć", Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2017, s. 128.

– Co czytasz? – zagadnął mnie syn.

– Książkę – odpowiedziałam automatycznie.

– O czym?

…zawahałam się. Jakoś żadna dobra odpowiedź nie przychodziła mi do głowy.

W pierwszej chwili chciałam powiedzieć, że o niczym. Niezła rekomendacja. Książka o niczym. Nie ma takich książek. Mądrzejsze lub głupsze, ciekawe i nieciekawe, smutne i wesołe, grube i cienkie… wszystkie są o czymś. Ale o czym jest ta?

– O takiej zwykłej codzienności – zdobyłam się w końcu na odpowiedź.

– Aha – pokiwał głową syn i wyszedł z pokoju.

A ja zostałam z tym jego pytaniem i z moją odpowiedzią.

Kartka z dziennika

Dzień moich urodzin zaplanowałam w głowie kilka tygodni wcześniej. Nic specjalnego. Żadne uciechy, przyjęcia, kolacje, wyjścia. Miało być tak: wezmę dzień urlopu, położę się na kanapie i przez cały dzień będę czytała. Obowiązki na bok. Sprawy niecierpiące zwłoki – jutro. Telefon – wyłączony. Obiad, zakupy, sprzątanie… ktoś się tym zajmie. Taki sobie zrobię prezent!

Wizję spokojnego, niespiesznego dnia pielęgnowałam w myślach. Nie mogłam się doczekać.

Ale marzenia, nawet te przyziemne, nie zawsze się spełniają. Albo się spełniają troszkę inaczej, niż byśmy chcieli. Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu, jakie masz plany.

W dniu swoich urodzin leżałam w łóżku z bolącą głową, siąpiącym nosem, łzawiącymi oczami i gorączką. I z książką. Pozwól rzece płynąć. Zupełnie niezwykłą. Najdziwniejszą, jaką czytałam w ostatnim czasie. Taką, która wcale nie wciąga, której nie czyta się jednym tchem, nie śledzi się pogmatwanych losów bohaterów. Książkę Michała Cichego po prostu się smakuje. Słowo po słowie, kartka po kartce.

Ni to dziennik, ni to pamiętnik. Refleksje łapane w ciągu dnia. Niezwykły zmysł obserwacji. Dostrzegania tego, co nieważne, banalne, niewarte uwagi. Topniejąca łata śniegu, wróbel, który przysiadł na gałęzi, foliowa siatka targana wiatrem po ulicy, rozmowa z bezdomnym. Odwilż i mróz. Słońce i śnieg. Wieczór, który w zimowe dni zagarnia dzień, i wiosna, która przychodzi zielonym pędem na żywopłocie.

Niby nic. Codzienność, zwyczajność, szarość. Pędząc z nosem przy ziemi do swoich bardzo ważnych spraw, zapominamy podnieść głowę, by zobaczyć, że dookoła nas jest życie. Sklep. W sklepie kot. Jest pies i jego pan, z którym można zamienić kilka słów. Są ludzie mijani od wielu lat na ulicy. Znajomi nieznajomi. Jest pani Janeczka z kiosku Ruchu – słuchająca, rozumiejąca, mądra życiową mądrością, matka całej dzielnicy. Życie toczy się swoim rytmem, innym niż nasz. Bo dla nas, zwłaszcza ostatnio, wszystko musi być „naj”. Najlepsze, najszczuplejsze, najsmaczniejsze, najładniejsze, najmodniejsze i najzdrowsze. Coraz rzadziej pozwalamy sobie na zwykłość, normalność i szarość. Nie interesuje nas odlot gawronów, nie zagadujemy do pana Ziutka, który zbiera złom, nie przyglądamy się domom obok i kwiatom na parapetach. Perfekcyjni konstruktorzy swojego zapędzonego życia. Idealne kobiety, żony, matki, córki, przyjaciółki. Doskonali mężczyźni, mężowie, ojcowie, synowie, koledzy.

„W naszej erze uważa się, że źródłem szczęścia jest wybór. Ale dla mnie ważniejsza jest zgoda na to, czego się nie wybiera. Przyjęcie pełni własnego losu. Najbardziej kocha się to, czego się nie wybierało. Tak jest ze sobą samym, tak jest z okolicą, tak jest z rodziną i tak jest też z ojczyzną” – pisze autor, dzieląc się to tu, to tam swoimi refleksjami o nas, o świecie, o życiu, o ludzkiej naturze. O sobie.

Taki spacer

To nie pierwsza książka Michała Cichego. Zadebiutował w 2014 roku tytułem Zawsze jest dzisiaj, za którą otrzymał nominację do Nagrody Conrada i Nagrodę Literacką Gdyni. „Ta książka spacer pozwala zatrzymać wzrok na tym, co zwykle mijamy w pośpiechu” – pisała jedna z gazet. „Stąpając po stolicy, wpatrując się w bruk, jest piewcą teraźniejszości, gawędziarzem i bajarzem trochę, uważnym obserwatorem z epoki nakręcanych zegarków i takim, który na Warszawę spogląda z perspektywy czasu minionego, ale zatrzymuje chwile, bo jego miasto jest miastem życia niedostrzegalnego przez innych” – dodawał kolejny recenzent.

Pozwól rzece płynąć to dalszy ciąg tego spaceru po warszawskiej Ochocie, która jest jego miejscem na ziemi – oswojonym, obejrzanym, dotkniętym, poczutym, doświadczonym wszystkimi zmysłami.

Więc jeśli ktoś nie lubi wędrówek, niespiesznych spacerów, zwiedzania, oglądania, gapienia się, zagadywania, cieszenia się słowem dla słowa, to nie odnajdzie się w tej książce. Zostawi autora za pierwszym zakrętem, schowa się w bramie, przysiądzie na ławce. To jest spacer dla wytrwałego czytelnika, który w codzienności zobaczy święto, w szarości kolor, w pozornej nudzie żywioł.

„Zimowe drzewa mają wygląd grafik. Gałązki jak odbitki rysika na białej karcie. Albo jak pęknięcia w szkle. Albo jak preparaty medyczne, siateczki nerwów czy drobnych naczynek krwionośnych. Albo jak smużki czegoś, co spływa z nieba. Co łączy się w większe smugi i gęstnieje, aż jak ślad grubego pędzla dociera w końcu do podłoża. Zimowe drzewa są przezierne i przepuszczają widoki. Zima jest czasem odsłonięcia. Kiedy na drzewach nie ma liści, na pierwszy plan wychodzi bliska i odległa architektura”. Taka książka. Obraz. Fotografia. Ułamek życia zatrzymany w słowie.

Gdyby dziś mój syn zapytał mnie jeszcze raz, o czym jest ta książka, powiedziałabym, już bez wahania, zdecydowanie, że to jest książka o zwykłej codzienności. Cudownie zwykłej!

Takie to miałam urodziny. Z Michałem Cichym. I z jego książką. Dobra lekcja na kolejne lata. Jakby ktoś chciał mi powiedzieć: Nie wyglądaj życia gdzieś daleko, nie tęsknij za tym, czego nie masz, nie narzekaj, że zimno albo że za gorąco, że błoto, że krzywy chodnik. Smakuj to, co jest. Przyjmuję to jak życzenia.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Minuta trwa całe wieki

GDZIE JEST RAJ?

PO MĘCE WRACAM DO DOMU

Nie ma życia na parafii

A NUT NIE LUBIŁ


komentarze



Facebook