TO TYLKO MIŁOŚĆ
"Uświęca się bowiem niewierzący mąż dzięki swej żonie" napisał św. Paweł w Liście do Koryntian. Krzepiące słowa. Ale czy rzeczywiście tak jest w życiu? Sami się przekonajcie.

 Ta historia zaczyna się w miejscu, w którym większość szczęśliwych opowiadań się kończy. 31 lipca 1889 roku dwoje młodych ludzi staje przed ołtarzem paryskiego kościoła Saint-Germain-des-Prés, by ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Oboje mieszkają w stolicy i pochodzą z wyższej burżuazji. Ona ma 23 lata. Wychowana w bardzo katolickiej rodzinie, odebrała wszechstronne wykształcenie – zaskakujące u kobiety na tle epoki. Pasjonuje się literaturą, studiuje języki obce, zna się na sztuce i kocha muzykę Wagnera. On jest o pięć lat starszy. Urodził się w stolicy Szampanii, Reims. Również pochodzi z tradycyjnej rodziny, chodził do katolickiej szkoły i, jak wielu rówieśników, w czasie studiów medycznych w Paryżu stracił wiarę. Imponowali mu wybitni profesorowie, manifestujący materializm i podsuwający wychowankom cały bagaż antyreligijnych argumentów. Medycyny nie wybrał dla niej samej. Od lat interesuje się geografią i marzy mu się kariera w koloniach, do czego przepustką ma być dyplom lekarski. Stosunkowo szybko zdobywa popularność jako dziennikarz – specjalista od kolonializmu. To wtedy spotyka przyszłą żonę. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. On się zachwyca jej kulturą, ona znajduje w nim partnera do rozmów, traktującego poważnie jej zdanie. Po roku biorą ślub.

Jest tylko jedno „ale”. W przeddzień radosnej uroczystości mężczyzna wyznaje narzeczonej, że jest ateistą. Dla dziewczyny to szok. Czy już wtedy pojawiają się dwie snute w skrytości serca misje? Ona postanawia nawrócić męża. On nie pojmuje, że tak światła kobieta może hołdować naiwnej pobożności. Wystarczy jednak kilka poważnych rozmów, a na pewno mu się uda przekonać ją do porzucenia iluzji. Jedno na pewno dominuje: ogromna miłość między nimi. Jeśli historia Elżbiety i Feliksa Leseurów będzie miała szczęśliwe zakończenie, to właśnie dlatego, że ta miłość była dla nich zawsze najważniejsza.

W zdrowiu i chorobie

Miesiąc miodowy w Nadrenii i Luksemburgu szybko się kończy. Jako lekarz w stanie rezerwy Feliks musi się stawić na miesięczne ćwiczenia w garnizonie stacjonującym pod Reims. Dla Elżbiety to okazja, żeby się zaprzyjaźnić z rodziną i przyjaciółmi męża, szczególnie z teściową, z którą przez lata zbuduje szczególną więź. Szczęście i beztroska nie trwają długo. Po miesiącu młoda małżonka zaczyna niedomagać. Nie są to jednak pierwsze symptomy spodziewanej ciąży. Ból z dnia na dzień się nasila i paraliżuje ją. Miejscowi lekarze podejrzewają ropień jelitowy – schorzenie, które przed wynalezieniem antybiotyków często kończyło się śmiercią. Paryscy profesorowie również nie dają dużych szans. Chorobę da się wprawdzie opanować na jakiś czas, ale jej nawroty będą towarzyszyć kobiecie do końca życia.

Ta sytuacja wywraca do góry nogami ich plany i marzenia. Elżbieta nie będzie mogła mieć dzieci. W tych nielicznych miejscach, w których daje upust swoim emocjom, widać, jak bardzo cierpi z tego powodu. Swoją macierzyńską miłość przeleje na siostrzeńców i bratanków. Feliks również stoi na rozdrożu. Choroba żony, nawet jeśli z czasem uda się ją powstrzymać przekreśla marzenia o podróżach i karierze w koloniach. Właśnie w momencie, kiedy został członkiem różnych towarzystw geograficznych oraz dostał posadę redaktora w prestiżowym dzienniku „La République française”. W środowisku społecznym, w którym wierność co najwyżej stanowi przedmiot wodewilowych żartów, Feliks staje przed realnym wyborem. Zostaje z Elżbietą. Bo ją kocha.

W 1895 roku rodzinie Elżbiety nadarza się okazja, by odwdzięczyć się Feliksowi za jego poświęcenie w opiece nad chorą. Starszy krewny przechodzi na emeryturę i zwalnia się stanowisko w dyrekcji jednego z największych towarzystw ubezpieczeniowych, Conservateur. Leseur będzie piastował tę funkcję do końca życia zawodowego.

Pani domu

Zabiegi lekarzy z czasem przynoszą pożądany skutek. Małżonkowie korzystają z tego, by podróżować – najpierw po Francji, a później dalej. Odwiedzą dwukrotnie Rzym, Niemcy, Austrię, Belgię, Rosję, a nawet Maroko. Ukochanym miejscem pozostanie jednak położone w Jurze Jougne, gdzie Leseurowie zbudują dom letni – przez lata wakacyjne ustronie dla całej rodziny.

Poprawa zdrowia to również powrót do życia towarzyskiego. Małżonkowie chętnie chodzą do opery, teatru oraz na koncerty i wystawy. Elżbieta jest piękną, zadbaną kobietą. Umiejętnie maskuje oznaki choroby. Jest oczytana, inteligentna – rozmowa z nią sprawia przyjemność każdemu w salonie. Feliksowi pochlebia popularność żony.

Nasi bohaterowie prowadzą dom otwarty, przez który przewijają się dziennikarze, politycy, artyści – w większości znajomi z pracy i przyjaciele męża. Wszyscy się tu dobrze czują. Pani domu każdego słucha, z każdym znajdzie temat do dyskusji, każdemu okaże serce, niezależnie od poglądów. Feliks ma nadzieję, że to pierwsze oznaki jej „nawrócenia”. Nie polemizuje z wolnomyślicielami, spotyka się z ich żonami ateistkami. To przecież niemożliwe, by obcowała w takim świecie i zachowała dziecinne wierzenia!

Nawracanie

Powrót do zdrowia to również okazja, by każde z małżonków kontynuowało swoją misję nawracania drugiego. Feliks wprowadza małżonkę do środowiska antyklerykalnego. Ogranicza jej kontakty z katolickimi przyjaciółmi. Podsuwa żonie obrazoburcze lektury, uszczypliwe uwagi przemyca w formie żartu. Zobowiązania towarzyskie nie pozwalają jej uczestniczyć w codziennej mszy świętej. Rekolekcje zastępują koncerty i wernisaże. Mężczyzna specjalnie zaprasza gości w piątki, by Elżbieta zmuszona była podawać im mięso i rezygnować z postu. Wobec braku jej protestów Feliks jest przekonany, że wszystko zmierza w najlepszym kierunku.

Elżbieta bardzo szybko porzuca myśl o nawracaniu męża argumentami. Wie, że doprowadzi to jedynie do kłótni. Jest przekonana, że pierwsze i podstawowe powołanie, w którym ma się uświęcać, to powołanie do bycia dobrą żoną. Choć wiara ich dzieli, łączy ich nieprzeciętna miłość. Zatem to na niej trzeba wszystko oprzeć. To w jej imię cicho znosi krzywdzące uwagi. W jej imię rezygnuje z rekolekcji i spotkań, na które miałaby ochotę. Jeśli jej wiara nieco na tym etapie podupada, to jedynie po to, by dojrzeć – stać się świadomym wyborem. Czyta antyreligijne książki Feliksa, zaprzęgając całą swoją inteligencję w skrupulatną krytykę ich argumentacji. Wszystkie cierpienia – i cielesne, i duchowe – ofiarowuje w intencji nawrócenia męża i jego przyjaciół, których szczerze lubi i tym bardziej się za nich modli. Otwartość i przyjaźń, które każdemu oferuje, nie sprowadzają się do obycia towarzyskiego, ale wynikają z przykazania miłości bliźniego.

Wyjątkowość domu Leseurów widać szczególnie w kontekście epoki. Ostatnie lata dziewiętnastego i początek dwudziestego stulecia to okres ogromnych napięć między katolikami a ateistami we Francji. Materializm jest w modzie. Antyklerykalizm przeziera z głównych dzienników. Kiedy w 1905 roku zostanie ogłoszona słynna ustawa o laickości III Republiki, towarzyszyć jej będzie przejmowanie własności kościelnych przez państwo, zamykane będą klasztory, a zakonnicy zostaną zmuszeni do emigracji. Z drugiej strony, środowiska katolickie zwierają szeregi. Tożsamość chrześcijańska budowana jest na zasadzie opozycji i sprzeciwu wobec modernizmu, liberalizmu i coraz bardziej popularnych ruchów lewicowych. Społeczeństwo zostaje ostro podzielone, czego przypieczętowaniem będzie afera Dreyfusa. Dom Leseurów stoi na granicy dwóch światów (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY ZOBACZYLI

PÓKI MNIE PAMIĘTASZ

TROCHĘ CIENIA

ESTETA

ZAWSTYDZENIE


komentarze



Facebook