KUPOWANIE MARZEŃ
Jeśli młody człowiek ma poczucie bycia kochanym i akceptowanym w rodzinie przez osoby znaczące, to film pozostanie dla niego filmem, gra - grą, a kreskówka - kreskówką. Punkt odniesienia jest poza mediami.

Piotr Świątkowski: Nie lubimy być oceniani, szczególnie negatywnie. Dlaczego pchamy się do telewizji?

prof. Zbyszko Melosik: Bo liczy się widzialność. W jednej z moich książek napisałem, za jednym z amerykańskich teoretyków, że to, co nie pojawia się w telewizji, nie istnieje. Telewizja uzyskała status nie tylko uniwersalnego środka komunikacji, ale także płaszczyzny, na której pokazujemy swoją tożsamość. Jest ogromnym paradoksem, że nastąpiło przeniesienie „ja” z wnętrza na zewnątrz. Teoretycznie naszym celem powinien być rozwój osobowości, pogłębianie relacji z bliskimi, nawiązywanie przyjaźni, dbanie o miłość. Praktycznie liczy się widzialność, którą uosabia telewizja. Jestem na ekranie, staję się kimś. I to w bardzo krótkim czasie.

To próżność czy pustka?

Potrzeba zaistnienia jest w jakimś sensie próżnością, ale przede wszystkim jest walką o status społeczny. Pozycję wyznacza wykształcenie, dochód, zawód, ale w coraz większym stopniu publiczne zaistnienie. Może jest to związane z próżnością, ale na pewno nie jest to równoznaczne z pustką. W walce o widzialność uczestniczą aktorzy, gwiazdy nie tylko mediów, ale i nauki. Jest to zjawisko powszechne. Nigdy nie powiedziałbym, że ludzie, którzy chcą być w telewizji, są puści czy próżni.

A dlaczego, zamiast przeżywać nasze własne życie, gapimy się w telewizor?

Ponieważ nasze życie jest monotonne, ośmiogodzinne, pozbawione ekscytujących wydarzeń, a życie bohaterów telewizyjnych jest pełne miłości, nienawiści, śmierci, zmartwychwstania, bogactwa, seksu, sławy, zwrotów akcji. Siedzi człowiek przed telewizorem, chciałby coś przeżyć, ale nie stać go na rejs dookoła świata, nie ma dyspozycji, żeby wejść na Czomolungmę, nie ma nawet chęci, żeby wsiąść na rower. Łatwiej jest przeżywać cudze życie jako własne. Trzeba jednak pamiętać, że to życie na ekranie jest wytworem telewizji. Ktoś produkuje marzenia i nam je sprzedaje.

Czasami te kupione marzenia zmieniają życie ludzi. Bohaterowie talent show pokazują swój wewnętrzny świat. Mówią o wartościach, rodzinie, miłości, rozwoju, muzyce, sztuce. Czują się tłamszeni i na antenie, na oczach milionów, odnajdują sens życia. Przychodzą do programu z rodziną. Zapraszają kamerę do swojego domu. Co w tym złego?

Z jednej strony może to być forma autoterapii, ale z drugiej strony – ta prezentacja może się przekształcić w ogólnopolską kompromitację. Jednak nawet ta kompromitacja może podnieść samoocenę. Jestem w telewizji, nawet jako osoba ośmieszona, ale widzi mnie cała Polska. Ja bym to nazwał mieszaniną kompleksów z zaburzeniem postrzegania własnej wartości. Moje wnętrze i moje ciało są po to, żeby je pokazać. Nie istnieję, jeśli nie jestem pokazywany. To samo się dzieje na Facebooku. Seria stylizowanych, optymistycznych zdjęć zastępuje nasze prawdziwe „ja”. Czy aby to pokazywane w telewizji mieszkanie świeżo upieczonej gwiazdki, o której pan mówi, nie zostało przed chwilą wystylizowane przez sztab producentów?

Ludzie w średniowieczu też chcieli być zauważeni. Wielu chciało przejść do historii. Wizerunek człowieka był kwestią honoru jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Może dążenie do widzialności jest kontynuacją tej prastarej potrzeby zaistnienia i nie jest czymś złym?

Oczywiście, ma pan rację. Tylko że wizerunek oficera czy samuraja opierał się na honorze. Jeśli ludzie szli z butelką benzyny na czołgi, wynikało to z patriotyzmu. A dziś mamy wydrenowanie wizerunku z wartości. Nie chcę przypinać łatek, ponieważ próbuję zrozumieć, ale muszę użyć słowa „pustka”. Pustka wartości.

A więc telewizja jest nie tylko oknem na świat, ale i symbolem natychmiastowego sukcesu.

Celebryci są często znani tylko z tego, że są znani. Myślimy sobie, że jeśli ta przeciętna osoba jest pokazywana, to my też możemy się pokazać. Rośnie presja widzialności i przesuwa się granica wieku ludzi, którzy są wkręcani w przemysł marzeń.

Kto za tym stoi? Producent związany kapitałowo z zagranicą?

Telewizja jest wytwórnią marzeń, czyli rządzi się takimi samymi prawami jak każda inna wytwórnia. Musi zarabiać. A zarabia na narcystycznej tożsamości naszych czasów, która jest nastawiona na nieustanne pokazywanie siebie. W jednej z książek zadałem pytanie: „Jakie ciało nosi się w tym sezonie?”. Kiedyś liczył się rozum, dusza, umysł, serce. Teraz jest ciało, ciało, ciało, ciało.

Z jednej strony chwalimy się szczupłą figurą, a z drugiej ciągle się odchudzamy i obwiniamy za to, że jesteśmy grubi. My to ciało uwielbiamy czy go nienawidzimy?

Żyjemy w społeczeństwie konsumpcji, które atakuje nas dwoma sprzecznymi przykazaniami. Jedz i nie jedz. Jest coraz więcej anorektyczek i coraz więcej osób otyłych. Społeczność Stanów Zjednoczonych przypomina nożyce. Mamy ogromną liczbę chudych, którzy ćwiczą i się głodzą, a z drugiej strony mamy ludzi, dla których fast food to naturalny sposób życia. Bulimik uosabia tę sprzeczność, bo je i nie je. To, co zje, zwymiotuje. Z jednej strony dbamy o ciało, ale z drugiej strony któż z nas w czasie wizyty w restauracji odmówi sobie deseru. Znam wielu ludzi, którzy na śniadanie jedzą mało, na obiad jeszcze mniej, a na kolację pożerają trzy tysiące kalorii, bo odchudzali się cały dzień.

I to też jest przedmiotem zainteresowania telewizji. Oddając sprawiedliwość, trzeba przyznać, że kilka osób zmieniło się z pucybuta w milionera.

Kamil Bednarek, Dawid Podsiadło. Czasami osoby utalentowane, które nie mają układów w świecie show-biznesu, korzystają z talent show. To jest jednak wyjątek. Następuje szybka inflacja gwiazd i gwiazdeczek.

Czy szkoła powinna uczyć rozumienia mechanizmów, o których pan mówi?

Szanuję nauczycieli, ale polityka testowania i wskaźnikowania bardzo ograniczyła nauczycieli w zakresie kreowania tożsamości. Nauczyciele są rozliczani z wyników testów swoich uczniów, a uczniowie są redukowani do wyników swoich testów. Trzeba nauczyć młodych ludzi krytycznego myślenia, aby w przyszłości nie zmieniali siebie na kolejne wersje, ale żeby mieli swoją stabilną, wewnętrzną tożsamość.

I żeby mieli konto na Facebooku i tysiące lajków, skoro widzialność jest tak ważna dla współczesnego świata.

Oczywiście. Facebook może być wspaniałym medium, ale w ręku dojrzałego człowieka, który ma swoją biografię, jest kimś.

A co jest w człowieku, który jest „kimś”? Co to jest tożsamość człowieka?

Można odpowiedzieć na to pytanie, sięgając po (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


prof. Zbyszko Melosik - ur. w 1956, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Bada kulturę popularną ze szczególnym uwzględnieniem kultury amerykańskiej i zajmuje się współczesnymi systemami edukacyjnymi. Autor wielu książek, m.in. Kryzys męskości w kulturze współczesnej. (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

PRESJA NA NAJLEPSZE ŻYCIE

CO MI PO ZAHUKANYCH KOBIETACH WOKÓŁ?

ZAWÓD: RECYKLING

PORTFEL NAWRACA SIĘ OSTATNI

ON PIERDOŁA, ONA FAJNA


komentarze



Facebook