Archwium > Numer 536 (04/2018) > Igraszki z diabłem > ANI SŁOWA O "TYM PANU" Z DOŁU

ANI SŁOWA O "TYM PANU" Z DOŁU
Słyszymy czasami, że serce człowieka to teren walki Boga i Szatana, tak jakby to byli równorzędni partnerzy. A przecież to nie ta kategoria. To jest zderzenie wagi superciężkiej - wszechmocnego Boga - z małą muszką.

FOT. SHANE ROUNCE / UNSPLASH.COM


Katarzyna Kolska, Grzegorz Kuraś OP: Czym jest modlitwa o uwolnienie?

Elżbieta Drożniewicz: Przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z egzorcyzmem, a w rzeczywistości chodzi przede wszystkim o duchową praktykę usuwania tego, co przeszkadza mi w spotkaniu z Panem Bogiem i innymi ludźmi. Dla mnie jest to rodzaj szeroko rozumianej modlitwy o uzdrowienie.

A dlaczego musimy nazywać to modlitwą o uwolnienie? Podczas codziennej modlitwy też prosimy Boga o to, by nas uwolnił od różnych rzeczy.

Bo skoro grzech pierworodny popsuł naszą jedność z Bogiem, z drugim człowiekiem, ze sobą i ze stworzeniem, modlimy się o to, by Pan Jezus naprawił ten rozłam. Uwolnił nas od skutków grzechu.

Po czym można poznać, że potrzebujemy uwolnienia?

Po tym, że są w naszym życiu rzeczy nas obezwładniające. Takie, o których myślimy: Gdyby tego nie było, to byłabym szczęśliwa. Mamy je niemal przed oczami. To są sprawy, na które reagujemy nieadekwatnie, nad którymi straciliśmy kontrolę, które nas upokarzają, odbierają nam poczucie mocy, szacunku, wartości. Które oddzielają nas od Boga i siebie.

Musimy podkreślać to uwolnienie?

Nie wiem, czy musimy, ale wielokrotnie słyszymy: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1) albo: „Niewolnik nie przebywa w domu ojca, tylko syn” (por. J 8,35). A skoro to niewolnik, to potrzebne jest uwolnienie go i doprowadzenie do statusu syna. Przejście od królestwa ciemności do królestwa światła, od Egiptu – domu niewoli – do ziemi obiecanej. O tym mówi Pismo Święte. Uporządkujmy nazewnictwo: My używamy sformułowania uwolnienie tylko w kontekście pewnego rodzaju modlitwy uzdrowienia, czyli modlitwy uwolnienia według pięciu kluczy Neala Lozana. Organizujemy liczne sesje na jej temat i służymy indywidualną modlitwą według tego modelu. Pozostałe modlitwy nazywamy modlitwami o uzdrowienie.

My, to znaczy kto?

Jerozolima – Wspólnota w nurcie Odnowy w Duchu Świętym działająca przy klasztorze dominikanów w Poznaniu od trzydziestu siedmiu lat.

Na nasz użytek mówimy, że jest to modlitwa otwarcia na Boże błogosławieństwo, modlitwa o odkrycie i doświadczenie, że jesteśmy zanurzeni w Bożej miłości, że jesteśmy skąpani w Bożym świetle, że jesteśmy przez Boga wybrani, że Bóg chce nam błogosławić, chce, abyśmy mieli życie w obfitości i już tutaj, na ziemi doświadczali spełnienia. Ze względu na naszą historię życia, własny grzech i słabość, ale również grzech i słabość tych, których spotkaliśmy w naszym życiu, a szczególnie osób, przez które Bóg chciał nas kochać – naszych rodziców – tego nie doświadczamy. Dlatego trzeba dotknąć tych poranionych miejsc i rzeczy, które nas jakoś związały.

W 11. rozdziale Ewangelii św. Jana Pan Jezus wskrzesza Łazarza i mówi do niego: Wyjdź z grobu. A on wychodzi powiązany różnymi linkami i bandażami. Wtedy Pan Jezus zwraca się do uczniów: Rozwiążcie go i pomóżcie mu chodzić. W uwolnieniu chodzi właśnie o to rozwiązanie, uwolnienie z więzów, z tych powrozów, a czasami tysięcy nitek – czyli małych rzeczy, które nie pozwalają nam normalnie żyć.

Osoba, która wybiera się na mszę o uwolnienie, myśli raczej o uwolnieniu się od Szatana, a nie z bandaży. I spodziewa się, że podczas tej modlitwy będą się działy jakieś niezwykłe rzeczy.

Niestety, wiele osób rzeczywiście tak myśli. To jest efekt mody na demonologię we współczesnym Kościele. I hasło modlitwy o uwolnienie – w rozumieniu rozprawy ze złymi mocami – działa na wielu jak magnes, ale też niektórych odstrasza. A tu chodzi o wolność człowieka. Nie można mieszać ludziom w głowach, strasząc ich wszędobylskim diabłem. Oczywiście trzeba być roztropnym i uczyć się duchowego rozeznawania. Czasem słyszymy, że serce człowieka to teren walki Boga i Szatana, tak jakby to byli równorzędni partnerzy. A przecież to nie ta kategoria. To jest zderzenie wagi superciężkiej – wszechmocnego Boga – z małą muszką. W naszej wspólnotowej praktyce pokazujemy, że Tym, który jest godny zainteresowania i ma realną moc sprawczą, jest Pan Jezus. I Nim warto się zajmować, a nie Złym.

Skąd zatem taka popularność świeckich rekolekcjonistów zajmujących się diabłem?

Świeckich i duchownych. Myślę, że może to być efekt magicznego myślenia zwalniającego człowieka z wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Jest mi źle, nie radzę sobie z wadami albo emocjami, to pójdę do egzorcysty, on się za mnie pomodli i natychmiast znikną wszystkie moje problemy. A człowiek jest jednością duchową i psychofizyczną i powinien uwzględniać wszystkie swoje sfery, wszystkie powierzać Bogu i nad wszystkimi pracować.

Czyli modlitwa uwolnienia nie zastąpi terapii?

Oczywiście, że nie. Chyba że Bóg tak zechce. Ale przypadki natychmiastowego i całościowego uzdrowienia są raczej rzadkie.

W takim razie jaki jest między nimi związek?

Jedna wspiera drugą. Niejednokrotnie do naszej wspólnoty trafiają ludzie przysłani przez psychoterapeutów, ponieważ i pacjent, i terapeuta doszli do ściany. Wszystko zostało zrobione, ale nie widać oczekiwanych rezultatów. Wtedy modlimy się o usunięcie ewentualnych duchowych umocowań ludzkich problemów. Wiele z nich zasadza się na nieprzebaczeniu i kłamstwach, jakie człowiek ma na swój temat.

I odwrotnie: Jeśli wierzyć statystykom, co trzecia osoba jest dorosłym dzieckiem alkoholika albo przynajmniej dorosłym dzieckiem wychowanym w rodzinie dysfunkcyjnej. Dlatego w naszej wspólnocie proponujemy oprócz modlitwy wstawienniczej skorzystanie z odpowiedniej terapii. Mówimy wprost: Możesz zamodlić problem, ale przed nim nie uciekniesz, bo nie można uciec od życia, od siebie, od realności. Po co masz się tak długo męczyć? Dlatego skorzystaj z pomocy psychologa czy psychoterapeuty. To też jest lekarz, którym Pan Bóg się posługuje.

To mało popularne myślenie. Ludzie często słyszą: Pomódl się, to ci przejdzie.

Pamiętam pewną studentkę, która przyszła prosić o modlitwę. Cała się trzęsła, mówiąc, że ma pokusy duchowe i jest atakowana przez Szatana. Kiedy z nią porozmawiałam, okazało się, że nie dojada, nie dosypia i jest uzależniona od internetu – czyli zwyczajnie ma zaburzoną sferę ludzką. W takich sytuacjach trzeba powiedzieć: Zadbaj o siebie, my ciebie nie zbawimy. Możesz współpracować z łaską Bożą i my możemy ci w tym pomóc.

Wiele osób zatrzymuje się na modlitwie?

Tak, bo to jest wygodne. Zmiana życia wiąże się z dyskomfortem związanym na przykład z przełamywaniem swojego lęku. Paradoksalnie łatwiej siedzieć w znanym sobie smrodku, niż wejść na górę, gdzie wieje. No i chodzą ludzie od jednego charyzmatyka do drugiego, czekając na cud. A to do niczego nie prowadzi. Trzeba w końcu odrobić zadanie domowe i zająć się sobą.

Wysyłacie ludzi do egzorcystów?

Nie byłam w takiej sytuacji. Ci, którzy przyszli prosić o uwolnienie, uzyskiwali pomoc przez modlitwę Lozana. Bo egzorcysta powinien się zająć człowiekiem opętanym, czyli tym, który ma bardzo wyraźnie ograniczoną wolę. Tymczasem, jeśli w kimś jest choćby odrobina wolnej woli, to taki człowiek w tej odrobinie może podjąć decyzję powierzenia się Panu Bogu i powiedzenia „nie” złu, w które się uwikłał. To jest taka duchowa bomba atomowa od środka. Korzystając z najsilniejszych papierów, jakie mam, czyli metryki mojego chrztu, mogę wyraźnie powiedzieć złym mocom: Ja należę do Boga, ja nie chcę mieć nic wspólnego z tymi, którzy sobie uzurpują prawo do mnie.

Pytam o egzorcystów, bo wiele się o nich w ostatnich latach mówi. Zastanawiałaś się, skąd ta popularność?

Mam wrażenie, że bierze się to z uproszczonej wizji człowieka, która nie uwzględnia tego, ile problemów i cierpienia bierze się ze zranionej przez grzech pierworodny i osobisty natury ludzkiej. Tam jest największe zamieszanie. Jest takie powiedzenie: Diabły siedzą na ranach. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Elżbieta Drożniewicz - absolwentka matematyki UAM, świecka dominikanka, odpowiedzialna za Wspólnotę Jerozolima przy kościele dominikanów w Poznaniu. Organizuje i współprowadzi różnego rodzaju rekolekcje i spotkania modlitewne, a przede wszystkim towarzyszy duchowo ludziom i służy modlitwą wstawienniczą. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Grzegorz Kuraś OP - ur. 1984, dominikanin, sekretarz miesięcznika "W drodze". Mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

JESTEŚMY TU, ŻEBY WAS ZABIĆ!

O tym jak dominikanie z Królową Tatr zamieszkali

Uzdrawiająca moc konfliktu

Przez nich świeci światło

Nie ma życia na parafii


komentarze



Facebook