Archwium > Numer 562 (06/2020) > Wspomnienie > TRZY RZEŹBY ANTONIEGO RZĄSY

TRZY RZEŹBY ANTONIEGO RZĄSY
Powiedzieć, że Antoni Rząsa rozminął się z Kościołem, to nic nie powiedzieć, gdyż to Kościół rozminął się z rzeźbiarzem, a mówiąc dokładniej, nie dał Rząsie możliwości zapoznania się z Kościołem.

"Umęczony Człowiek"; Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Kraków-Bieńczyce; zdjęcia: KS. JERZY CZERWIEŃ


Wacław Oszajca SJ

Dom stał na wzgórzu, potem były maliny i w tych malinach ja zawsze był” (RzP, s. 8)1 – wspomina Antoni Rząsa. „Co miałem oznaczone do roboty, to to zrobiłem, jeśli chodzi o dom, a resztę to ja zawsze w tych malinach sobie rzeźbił i nawet rodzina była zadowolona, bo wiedzieli, gdzie jestem” (RzP, s. 9). Pewnego razu „ojciec kupił na opał materiał trzy grube brzozy, które od dołu miały grubą, mięsistą korę, z ciekawości zacząłem ją strugać, cięła się dobrze, miała bzowo-zielony kolor, nie była łupliwa i sam dziś nie wiem, dlaczego zacząłem z tej kory robić ptaszka, robiło mi się dobrze, ptaszek wyszedł pięknie. Zacząłem robić następne, pilnie w naturze obserwując ich budowę. Po ptaszkach próbowałem robić zwierzęta, jak króliki, kozy, koniki, jedne koty mi nie wychodziły” (RzP, s. 11).

Po latach owe ptaszki obsiądą rzeźbę jego autorstwa „Święty Franciszek”. Utworzą wokół głowy Franciszka żywą i gruchającą aureolę, a jeden z gołębi będzie coś szeptał do lewego ucha Franciszka. Najwidoczniej coś bardzo ważnego i miłego, choć pewnie nie do końca oczywistego. Franciszek przechyla głowę w lewo, w stronę gołębia, a jego twarz zdaje się wyrażać zdumienie, niepewność, może nawet powątpiewanie. Pewnie kiedyś się dowiemy, co gołąb gruchał świętemu do ucha, ale już dzisiaj możemy się tego po części domyślić, wystarczy spojrzeć na jego ręce splecione na piersi jak do modlitwy. Palce wskazujące rzeźby nie są zgięte jak pozostałe, ale wyprostowane, a na ich końcach Rząsa umieścił na lewym palcu krzyżyk, na prawym kwiat w kształcie rozetki. W rezultacie mamy przed oczami kościół z dwiema wieżami, który nasuwa skojarzenie z Sagradą Famílią, czyli Świątynią Pokutną Świętej Rodziny w Barcelonie, o której się mówi, że jest zmaterializowanym w kamieniu Hymnem stworzeniaFranciszka z Asyżu.

Sagrada Família przypomina swym kształtem i wystrojem potężną piramidę życia, wznoszącą się z ziemi do nieba. A patrząc z lotu ptaka – dzisiaj pewnie drona – wygląda to tak, jakby niebo zasysało ziemię, jakby jakaś potężna, odwrócona trąba powietrzna podrywała, niczego nie niszcząc, ziemię i unosiła coraz dalej i dalej, aż tam, gdzie ludzki wzrok nie sięga i rozum się miesza, a serce trwoży i zachwyca. Być może dlatego Franciszek nie dowierza gołębiom i dlatego im i nam na migi albo na cerkiewny sposób pokazuje, gdzie trzeba szukać prawdy o ludzkim życiu. Rząsa rzeźbą „Święty Franciszek” podpowiada, że ludzkie życie dzieje się między owym kwiatem rozetką i krzyżykiem, między Nazaretem i Golgotą. Dzieje się, ale się nie wypełnia, nie realizuje całkowicie, a tylko po części. Franciszek Rząsy zdaje się powtarzać za apostołem: „Jeśli więc zostaliście wskrzeszeni z Chrystusem, szukajcie tego, co w górze, gdzie Chrystus zasiada po prawej stronie Boga. Rozmyślajcie o tym, co przewyższa rzeczy ziemskie, gdyż umarliście i wasze życie zostało ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy zaś Chrystus – wasze życie – ukaże się w chwale, wówczas i wy ukażecie się w chwale razem z Nim” (Kol 3,1–4).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZIMNO W NASZYM DOMU

PRZEGRAŁ, ŻEBY WYGRAĆ

Słowna liturgia codzienności

O SPRAWIEDLIWOŚĆ CHODZI CZY O ZEMSTĘ?

OD BOGA NALEŻY MI SIĘ POCAŁUNEK


komentarze



Facebook