Archwium > Numer 568 (12/2020) > Orientacje > KINO, KTÓREGO NIE BYŁO

KINO, KTÓREGO NIE BYŁO
Trudno o uczciwe podsumowanie tego, co najważniejsze w polskich kinach na przestrzeni mijających dwunastu miesięcy, skoro przez większą część roku... nie działo się w nich nic.

Jacek Sobczyński

Widzowie, ale przede wszystkim twórcy i dystrybutorzy. Potężna, bezprecedensowa w najnowszej historii wyrwa każe zadać pytanie nie o to, kiedy kina wrócą, ale czy w ogóle to się stanie. A jeśli tak – to w jakiej formie. W październiku Cineworld, druga co do wielkości sieć kin na świecie, zamknęła swoje obiekty w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, przez co pracę straciło blisko 50 tysięcy osób. Ważą się losy globalnej sieci numer jeden – AMC Theatres, której pieniędzy na bieżące wydatki ma starczyć tylko do początku 2021 roku. Wytwórnie filmowe, choć zakładały to na późniejsze lata, już teraz muszą pospiesznie pracować nad własnymi serwisami streamingowymi, by aktualni hegemoni, Netflix, HBO GO, Amazon Prime czy Apple+, nie odjechali im za daleko. A my, nie mogąc wybrać się do kina, wiosną i jesienią sięgaliśmy właśnie po streamingi. Dlatego tegoroczne zestawienie musi objąć zarówno premiery kinowe, jak i te filmy, które od razu trafiły na nasze domowe ekrany. Z dwóch powodów.

Pierwszy to taki, że streamingowi giganci coraz częściej przekonują wielkich reżyserów, by ci tworzyli dla nich filmy na wyłączność; tak stało się w 2019 roku z Martinem Scorsesem i Irlandczykiem, tak się dzieje w 2020 roku – czteroletni kontrakt z Netflixem podpisał David Fincher, a jego Mank ukaże się w grudniu bieżącego roku. Przy okazji walczą także o mniejszych twórców i już na etapie tworzenia scenariusza zdarza im się kupować prawa do dystrybucji danego tytułu, czego przykładem są Nieoszlifowane diamenty, o których za moment. Pomijanie coraz większych streamingowych premier byłoby w takiej sytuacji po prostu nieuczciwe. A drugi powód – na ekrany kin, właśnie ze względu na pandemię, nie trafiło bardzo wiele ważnych filmów.

Ale nie jest też tak, że nie można było w 2020 roku obejrzeć niczego. Oto osiem najciekawszych premier mijającego roku.

Nieoszlifowane diamenty

reżyseria: Benny i Josh Safdie

dostępny na: Netflix

Kolejna odsłona nowojorskich opowieści braci Benny’ego i Josha Safdie, nowych gwiazd amerykańskiego kina niszowego. Reżyserski tandem uwielbia stawiać swoich bohaterów w sytuacjach praktycznie bez wyjścia. W poprzednim Good Time była to historia fatalnego napadu, w Bóg wie co – uzależnienie od heroiny i straceńcza miłość, a w najnowszym filmie bracia Safdie opowiadają o chciwości. U brooklyńskiego jubilera Howarda Ratnera przejawia się ona w uzależnieniu od pieniędzy, nawet jeśli te znajdują się w jego rękach tylko przez moment, bo do głosu dochodzi drugi narkotyk – hazard. Dynamika? Niesamowita. Zdjęcia? Wyjątkowe – dawno nikt tak pięknie nie portretował w kinie nocnej metropolii, a Nieoszlifowane diamenty są krzyżówką Nicolasa Windinga Refna, Martina Scorsesego i kina sensacyjnego z kaset VHS. Ale nie to jest w tym filmie najciekawsze. Dawno nie było też produkcji, w której natężenie dźwięków i obrazów byłoby tak intensywne; są sceny, w których bracia Safdie dosłownie nakładają na siebie kilka ścieżek dialogowych i elektroniczny soundtrack Daniela Lopatina. Kakofonia niesamowita, ale z uzasadnieniem. To wszystko ma symbolizować chaos w głowie głównego bohatera, zmuszonego do życia na krawędzi, od decyzji do decyzji.

Zdrajca

reżyseria: Marco Bellocchio

dostępny na: Canal+, vod.pl, player.pl

Omerta to nieformalne prawo włoskich mafiosów, zakazujące donoszenia o powiązaniach gangsterów z politykami, Kościołem czy policją. Prawo, które Tommaso Buscetta, ważny sycylijski mafioso, złamał w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku tak spektakularnie, że mówił o tym cały kraj. A Marco Bellocchio, autor m.in. Śpiącej królewnyczy Witaj, nocy, opowiedział o nim, krzyżując ze sobą konwencję reportażu i moralitet. Krok po kroku odsłania siatkę powiązań włoskiej mafii, zahaczającą o wszystkie szczeble funkcjonowania włoskiego społeczeństwa. Ale i tak najciekawszy jest sam Buscetta, który u Bellocchio cały czas ucieka – przed tymi, których wsypał, przed ich sprzymierzeńcami, przed mediami, ale i przed samym sobą, bo czuje, że nie jest już tym samym człowiekiem, którym był, gdy wkraczał w szeregi mafii. Dlatego ten surowy, nieefektowny film mocno odstaje od mafijnego kanonu współczesnego kina. Zdrajca mówi jasno: życie w tej strukturze wiąże się z wiecznym, nieustającym lękiem. Daleko mu do romantyzowania mafii, jakie znamy z klasyków.

Queen i Slim

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jacek Sobczyński - ur. 1985, absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Był redaktorem prowadzącym miesięcznika "Film", publikował m.in. na łamach pism "Przekrój","K MAG", "Exklusiv", "Polska Times" oraz na portalach Filmweb i Onet. Odpowiedzialny za program festiwalu filmowego Transatlantyk. Redaktor książki "Świat żelaznych szmat" Zygmunta Kałużyńskiego oraz autor powieści "Nie rozumiemy się bez słów". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

TERAZ POLSKA!

PO PROSTU INNA

CZARNO-BIAŁE

POJEDYNEK

KTO NAPRAWDĘ ZABIŁ?


komentarze



Facebook