RABINACI

Artur Pawlowski


Opozycjonista, znawca myśli Jana Pawła II, niestrudzony organizator, frapujący publicysta – wszystko to prawda, ale zmarły w ostatnim dniu ubiegłego roku ojciec Maciej Zięba był dla mnie przede wszystkim katolickim księdzem i dominikaninem, skupionym na głoszeniu Ewangelii i duszpasterstwie.

Około 1992 roku trafiłem na jego otwarte wykłady o katolickiej nauce społecznej na Wydziale Prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dziś wielu wzdycha z nostalgią do tamtego czasu, zapominając, że były to lata gwałtownych, często gorszących konfliktów związanych z walką o miejsce Kościoła w demokratycznym kraju. Kłócili się wszyscy z wszystkimi i wszyscy tracili przy tym nerwy. Na tym tle Zięba był pierwszym, jakiego widziałem, księdzem, który w koloratce stawał przed często bardzo krytyczną, a nawet agresywną, studencką publicznością i po prostu prowadził z nią rozmowę. Atakowany pytaniami o świeckie państwo, o neutralność światopoglądową, o katechezę w szkołach, o to, że ulicy Armii Czerwonej przywrócono nazwę Święty Marcin – odpowiadał polemicznie, ale bez konserwatywnego doktrynerstwa czy złości. I ze sporą wiedzą, której wtedy brakowało wszystkim.

Ten jego spokój i merytoryczne przygotowanie bardzo imponowały. Chwalony, machał ręką: „Jak poczytać Świętego Tomasza, to on też nie odrzuca argumentów Awicenny czy Awerroesa tylko dlatego, że to muzułmanie. Przeciwnie, na gruncie filozofii i teologii traktuje ich absolutnie serio, raz im przyznając rację, kiedy indziej polemizując. Ale to wszystko się opiera na racjonalnej ocenie”.

Sam, związany z dawną opozycją, pielęgnował stare znajomości niezależnie od tego, że po upadku komunizmu wielu z jego dawnych sojuszników znalazło się w przeciwnym obozie. Głosząc rekolekcje dla księży, celowo ich prowokował, opowiadając o tym, że przyjaźni się z Barbarą Labudą (to tak, jakby dziś rekolekcjonista publicznie powiedział, że się przyjaźni z Martą Lempart). Potem było przeciągłe „Uuuuuuuu!!!!” – Zięba wytrzymywał je i spokojnie analizował, w których miejscach się z Labudą zgadza, a w których nie.

Wiele razy potem pytałem go jeszcze o stosunek do – ten termin zrobił karierę już wtedy – „wrogów Kościoła”. Zwykle odwoływał się do racjonalności, rozumnej debaty, wymiany argumentów, zachęcał do gotowości przyznania racji przeciwnikowi.

Tonęliśmy w podobnych debatach, nakręcaliśmy się nimi wszyscy. Kiedyś w wesołym tonie opowiedziałem mu o pewnym katolickim księdzu, wybitnym intelektualiście, który wyjątkowo celnie, dowcipnie, wręcz jadowicie skomentował poczynania pewnego populistycznego watażki o nazwisku K. Myślałem, że się uśmieje, ale Zięba się zasępił.

– Tak nie można – odpowiedział.

– No jak to? Przecież ma rację! Przecież K. to paskudna postać! – mówiłem.

– Tobie tak wolno mówić, bo jesteś dziennikarzem – odpowiedział. – Ale jemu nie, bo jest księdzem. Wyobraź sobie, że ten K. nagle dostanie zawału albo ulegnie wypadkowi i ten ksiądz w sytuacji krytycznej będzie musiał udzielić mu rozgrzeszenia przed śmiercią. Przecież ten człowiek mu nie zaufa, będzie w nim widział polemistę, który go publicznie poniżał. A powinien w nim zobaczyć kogoś, kto mu pomoże pojednać się z Bogiem – tłumaczył mi Zięba.

Tak właśnie myślał. Słyszałem to od niego setki razy: że najpierw jest księdzem, że jego zadanie numer jeden w życiu to spowiadanie, udzielanie ślubów, msza, Eucharystia, katecheza, a dopiero potem działalność publiczna, oświatowa, organizacyjna, wydawnicza, komentowanie rzeczywistości społecznej i nieuniknione w tej materii spory. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu w autoryzacji swoje wywiady pieczołowicie czyścił z aluzji i bezpośrednich odniesień do wydarzeń politycznych i – o ile się dało – z nazwisk publicznie znanych osób, aby ich nie potępiać po nazwisku (jakkolwiek prywatnie do łagodnych baranków nie należał).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pociągi kursowały punktualnie

Dwa światy, jeden Kościół

Przystanek Narnia

Jerzy

Gdzie jest pan młody?


komentarze



Facebook