Archwium > Numer 570 (02/2021) > Orientacje > OSTATNIE CHWILE PRZED KOŃCEM WSZYSTKIEGO

OSTATNIE CHWILE PRZED KOŃCEM WSZYSTKIEGO
"Halibut na Księżycu", David Vann, tłum.: Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza 2021

Aleksandra Przybylska

Przede mną biała strona na ekranie komputera. Nie wiem, jak zacząć. A początek jest ważny, by chciało się czytać dalej i w konsekwencji sięgnąć po książkę Davida Vanna Halibut na Księżycu. Wstaję, chodzę chwilę po domu. Dziwię się światu, który widzę za oknem. Bo zima taka, jakiej dawno nie mieliśmy. Jest i mroźno, i słonecznie. Bajka. A jednocześnie czuję się trochę jak bohater powieści, jak Jim Vann, który się strasznie miota w życiu. Ma w nim i mróz prosto z Alaski, i słońce w Kalifornii, a jednak coś powoduje, że Jim już nie chce żyć.

W samym środku depresji

Tak więc Jim Vann. Zbieżność nazwiska głównego bohatera Halibuta na Księżycu z nazwiskiem autora książki nie jest przypadkowa. Jak pisze na swojej stronie Wydawnictwo Pauza, „Halibut na Księżycu to swego rodzaju odpowiedź Davida Vanna na samobójczą śmierć ojca i napisaną dziesięć lat wcześniej Legendę o samobójstwie. Zagłębiamy się w ponury świat głównego bohatera, wiedząc, że syn Jima w powieści, David, to jej autor. Historia ta staje się jeszcze bardziej mroczna i poruszająca, gdy uświadomimy sobie, że znamy jej prawdziwe zakończenie”.

I tak dokładnie jest. Nie wiemy jednak, czy Jim Vann popełni samobójstwo pod koniec Halibuta na Księżycu, czy jednak nie. Właściwie cały czas, czytając książkę, mamy nadzieję, że – iście po amerykańsku – Jim nie targnie się jednak na swoje życie. To, co oddaje czytelnikom do rąk jego syn David jest głębokim do szpiku kości, do samego środka duszy i umysłu studium depresji.

Kto nie czytał wcześniejszej Legendy o samobójstwie i poznaje Jima Vanna – jak ja – w Halibucie na Księżycu, ten najpewniej chciałby, żeby najważniejszymi problemami życiowymi tego faceta były kryzys wieku średniego (wszak dobiega czterdziestki) i obsesja na punkcie seksu (która chwilami zdaje się odbierać mu rozum). Ileż to by ułatwiło! Niestety życie nie jest aż tak proste. Poznajemy Jima w momencie, gdy się zastanawia, czy tylko samobójstwo, czy jednak przed strzeleniem sobie w łeb z magnum zabić jeszcze kilka osób, zwłaszcza byłą żonę Rhodę.

Cienka czerwona kreska

Halibut na Księżycu zaczyna się w chwili, gdy Jim przylatuje z Alaski do rodzinnej Kalifornii. Choć ta opowieść jest głębokim studium człowieka w depresji, choć daje nam najmroczniejsze myśli i obrazy tego, co się dzieje z Jimem, a zwłaszcza w jego głowie, to książka ma także tło, które jest równie ciekawe i skłaniające do refleksji. I to na wielu poziomach.

Oto bowiem Jim przeniósł się ze słonecznej rodzinnej Kalifornii na mroźną, osobną, oddzielną, jakże skrojoną dla samotników Alaskę. Gdyby wyobrazić sobie migracyjne szlaki większości Amerykanów, zapewne wyglądałyby one dokładnie odwrotnie. Jest więc cały strumień ludzkich istnień, który z dalekiej mroźnej północy płynie na zalane słońcem południe, a w tym wszystkim – cienka czerwona kreska sunąca w przeciwnym kierunku: to Jim.

Jak ojciec – został dentystą. Świetny zawód, gdziekolwiek byśmy żyli. Do tego prestiż, szacunek, pieniądze. Ale czy to wystarczy, by być szczęśliwym i spełnionym? Dla wielu pewnie tak. Dla Jima to jednak za mało.

Różne odcienie Ameryki

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Aleksandra Przybylska - dziennikarka "Gazety Wyborczej", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

WYSTARCZY UCHYLIĆ DRZWI

SMAKI JĘZYKÓW

I ŚLUBUJĘ CI... A JEDNAK NIE

CO SIĘ STAŁO Z NASZĄ PRACĄ


komentarze



Facebook